Wyjazd z dawnych lat

Kiedyś nie potrzebny był samochód aby pojechać na fajne wakacje. Wystarczyła zgrana ekipa aby zdobyć "wszystkie szczyty świata"

Zakopane i Słowacja 1998

 

Nadszedł czas wakacji!!! W 1998 roku postanowiliśmy pojechać w góry! Na początek w Tatry Polskie a potem w Słowackie. Pierwszego dnia Henio porwał nas na tzw "półszlak". Okazało się,że cel-Starorobociański szczyt ma ponad 1500 m a wróciliśmy do bazy dopiero o 18.00 nieźle!

 

Wtedy nowym towarzyszem naszej grupy była Asik, tamtego dnia wspieła się z nami aż na Zawrat!Zejście było karkołomne.

 

Takie bilety  do parku wstępu produkowano dziesięć lat temu, my zaopatrywaliśmy się w nie codziennie.

 

Dziewczyny w drodze na Zawrat były niezłomne, choć, przy zejściu na Kozią Przełęcz miały lęki zejść drabinką.

 

Po dniu tak pełnym wrażeń, wybraliśmy się na Bielańskie skały. Do naszej ekipy dołączyli Tomek i Domini-ka. Razem na następny dzień pojechalismy na Słowację-był to mój piewszy wyjazd za granicę!!

 

W tym roku na wakacje pojechaliśmy wyjątkowo liczną ekipą-było nas 7 osób. Nigdy potem nie pobiliśmy tego rekordu:-( Zobaczcie jacy piękni i młodzi byliśmy 17 lat temu!:-)

 

Na pierwszy szlak po stronie Słowackiej wybraliśmy się na Slavkovski Scit. Wejście może nie jest trudne ale dłuży się. Pod koniec drogi jest tzw Slavkowski nos ( na zdjęciu ). Tu spotkaliśmy kózkę, Henio niczym fotograf z National Geografic wypstrykał serię zdjęć:-)

 

Tuż przed wierzchołkiem dopadł nas mocny deszcz. Przycupnęliśmy na parę minut między kamieniami. Opłaciło się! Wnet chmury się rozwiały a my zdobyliśmy szczyt



Kolejnego dnia prawie wszyscy byli tak wykończeni, że tylko ja, Tomek i Asik pojechaliśmy do Vażca, w celu zwiedzenia jaskini. Warto było podziwiałem stalagnaty i stalagmity... a potem słowacką kolej państwową.


Kiedy wszyscy doszli do sił oczarowała nas nazwa "Polsky hrebień".Postanowiliśmy tam wejść. Miejsce to ma swoją historię,biegla tu za czasów I Rzeczypospolitej Szlacheckiej granica między Polską a Cesarstwem Austrii. Gdy znaleźliśmy się na przełęczy mocno wiało a temperatura wynosiła tylko +8 stopni Celsjusza ( w lipcu! ).

 

Ciekawostka: Kiedy fotografujący - Słowak robił nam zdjęcie- mocno powiało- i zobaczcie jaki efekt! Ledwo nas chwycił w ujęciu...


Zahaczyliśmy też o Szczyrbskie jezioro i zatrzymaliśmy się tu na ciepłej herbacie a co niektórzy na rum.



Widokówka: W Tatrach Wysokich po stronie słowackiej można było wtedy spotkać, tzw. nosicieli bagażu między niziną a schroniskiem. Co Ci ludzie przenoszą, sami widzicie, obok beczki piwa także napoje i inne artykuły spożywcze. Plecak -stelaż waży ok. 40 kg.

 

 

W jeden z ostatnich dni Henio zaproponował wyjazd na południe Słowacji do pobliskiego Słowackiego Raju. Warto było! Spora część drogi wiedzie po zboczach skał nad rzeką. Chodzi się czasem po takich jak na zdjęciu kratkach. Wróciliśmy idąc sobie gdzieś zapomnianymi drogami wzdłuż pól.

 

Takie oto bilety sprzedawano na "Elektrićkę". Na nim wyszczególnione wszystkie stacje na których się zatrzymywała. "Elektrićka" to pociąg elektryczny poruszający się na nieco węższych torach niż te klasyczne. Jeździ wzdłuż szlaków turystycznych i narciarskich.

 

Rachunek z restauracji w Novej Lesnej (zachowałem go sobie w teczce do dziś ), wtedy Słowacja wydawała mi się krajem tanim więc całość tego rachunku zapłaciłem ja (stawiając wszystkim znajomym posiłek)!

 Koniec

SebastianJarecki

travel/trip/28/
http://veturo.pl/travel/trip/28/